a Nivak wychyna... wychynęciuje?... wychynywa?... z otchłani~~
czwartek, 19 listopada 2009

Żółwik był bardzo dzielny, bo nie dość, że ze spokojem przyjął spacer w lekkim chłodzie, to potem nie miał dylematów w poczekalni ani w gabinecie, że o powrocie do domu nie wspomnę. Na szczęście pogoda dopisała i nie padało, a nawet było w miarę ciepło. W czasie całego spacerowania tylko z dwa, trzy razy wymagał atencji, przy czym na koniec była to atencja w postaci rozłożenia wózka, żeby mógł wygodniej spać ^_^

Po wyjściu od lekarza dostał piciulku w postaci herbatki owocowej i chyba bardzo mu smakowała, bo wypił całe 200ml  o_O  Fakt jednak pozostaje faktem, że ona całkiem smaczna jest, ta herbatka

W poczekalni najważniejsze oczywiście były lampy. Cieszy mnie fakt, że rozróżnia lampy na zasadzie nazwy zbiorczej, a nie tylko lampy wiszącej u nas ;p Gorzej było z kalendarzem w gabinecie, bo mimo że trójdzielny, to jednak kolory miał zdecydowanie inne.

A tak w ogóle to pani doktor stwierdziła, że należy przejść całkiem na Bebilon i spróbować dawać naturalny jogurt czy kefir. Zobaczymy co z tego będzie. Ale pochwaliła nasze eksperymenty i zasugerowała ponowienie za dwa, trzy miesiące.

Będę tez musiała dowiedzieć się, czy planowe szczepienia nadal są robione mimo pewnego wzrostu zachorowań na grypę. Żeby się nie okazało, że ze względu na dużą grupę pacjentów w przychodni nie będą chcieli dzieci zdrowych przyjmować. A mnie jakieś osłabienie ciśnie, witaminki poszły w ruch :(

wtorek, 17 listopada 2009

Żółwik skończył swoje lata, a właściwie jeden lat. Można napisać, że na dwie raty. Pierwsza nastąpiła trochę przed terminem i w obecności rodzinki ciociowej, na drugą składała się przykładowo wróżba. Żółwi wybrał... kieliszek ;p No cóż, trzeba będzie z tym żyć. Ciekawe co ja wybrałam.

Okazuje się, że klocki to całkiem dobry wybór zabawkowy. Żółwik wprawdzie nie potrafi ich jeszcze łączyć, ale chętnie rozłącza. W tym celu albo mu trochę poluźniam łączenie, albo też łączę tak, żeby krawędzie klocków wystawały. Wtedy łatwiej je rozdzielić.

Poza tym Żółwik ma umiejętności machania, klaskania i wskazywania przedmiotów. Oczywiście jak mu się chce. Szaleje po mieszkaniu na czworaka albo po liniach prostych wzdłuż mebli na nogach. Staje też swobodnie jak się zapomni, ale póki co meble wygrywają w walce z chodzeniem. Wskazuje palcem, co go interesuje i lubi jak mu się kilka razy podaje nazwę danego przedmiotu. Poza tym bardzo ciekawi go, co się robi w kuchni. Potrafi wystać dość długo przy barierce, którą już niestety shackował. Na szczęście nie powtarza tego zbyt często, więc nie ma rozpaczy.

Śpi całkiem dobrze, choć nie zasypia w łóżeczku. Powalczę z tym po szczepieniu. Śpi za to w swojej grubej i ciepłej piżamce, dodatkowo przykryty barankową kołderką. Bardzo ładnie je, nie grymasi, jeszcze nie przytrafiło się, żeby zaciskał usta i odwracał głowę. A jutro wizyta u alergologa. To tak a propos jedzenia.

Po drodze zaliczyliśmy też mały katarek, ale był to katarek dwudniowy. Pierwsza choroba Żółwika :D Za bardzo nie dawała mu się we znaki, bo był to bardzo lekki katarek.

Poza tym zębów nadal nie widać. Trochę to utrudnia podawanie jedzenia o większej wielkości ;p

No, to by było na tyle ^_^

czwartek, 22 października 2009

Wprawdzie jak zwykle Żółwik już dawno skończył równą ilość miesięcy, ale co tam ;p
Mądra książka mówi, że:

  • Żółwik potrafi się sam bawić. Potrafi, a jakże. Bawi się puzzlami piankowymi. Albo gryzakami. Albo czymś innym, co mu w łapki wpadnie.
  • Ma dobrze opanowany chwyt dłoni. Potrafi złapać paproszka i pokazać mi go sugerując, że znów nie odkurzyłam dokładnie podłogi ;p

Potem piszą o wkładaniu kółeczek na pręcik i wkładaniu klocków do pudełka przez odpowiednie otwory, ale przecież takie zabawki mają napisana informacje producenta, że są od trzeciego roku życia, względnie o 18 miesięcy. I komu tu wierzyć?
Nieważne.

  • Żółwik bardzo wyraźnie okazuje swój związek uczuciowy. Zasadniczo bardziej z tatą niż z mamą, ale niech mu tam. Niech ma radochę jak tata wraca do domu :D I na pożegnanie też ładnie łapką macha. Jak mu się chce, oczywiście. Potrafi nawet powiedzieć „tata” i chyba nawet ma na myśli tatę :D Bo mówi też „tajta” i wtedy oznacza to pytanie „co to?”. Logiczne.
  • Co do obcych, to reaguje nieufnością. I bardzo dobrze. Potem powoli się oswaja.
  • Potrafi wskazać przedmioty, o które się go pyta, typu: lampa, gitara, kalendarz, magnesiki, króliś, książeczka, samochodzik i takie tam.
  • Gestów jeszcze nie powtarza. Chyba że robienie „papa” można uznać za powtarzanie gestÓW. Za to robi rozwalającego facepalma ^_^


Poza tym dostaje trochę bebiko, ale wydaje mi się, że nie jest najlepiej, bo coś tam mu wyskakuje na twarzy. Trzeba będzie znów pójść do alergologa. No i Żółwik jest raczej chłodno- niż ciepłolubny. Śpi ładnie w nocy w swoim łóżeczku, aż do momentu kiedy się budzi. Niekoniecznie rano ;p

środa, 23 września 2009

Wygląda tak:

Piasek na początku był taki sobie, podobnie jak i woda. Potem woda zrobiła się ciekawsza i spodobało się muskanie falami. A piasek dawał radę, chociaż nie należał do najsmaczniejszych ;p

Spodziewaliśmy się kłopotów aklimatyzacyjnych, a okazało się, że nie istnieją w przypadku Żółwika. Nie było większych problemów zasypiankowych. Wyzwaniem była wieczorna kąpiel ^_^ Poza tym z pewnością podobał mu się fakt, że śpi z rodzicami. A najbardziej pewnie podobało się bycie noszonym na rękach po tym jak przestało się podobać bycie noszonym w chuście czy w nosidełku naplecnym. Skubaniec.

Pobyt nad morzem zrobił Żółwikowi spodziewanego skoka rozwojowego. Miło z jego strony.

A przyjazd nad morze po sezonie ma swoje plusy. Brak dzikich tłumów ludzi na ten przykład. Okazało się, że miejscowość jest wybitnie nastawiona na rodzinne przyjazdy. To też plus, bo nikt nie szalał wieczorami po okolicy.

Ogólnie rzecz biorąc wyjazd bardzo udany (powered by babcia Jot i dziadek Jot) i zastanawiam się, czy przypadkiem za rok nie zrobić czegoś podobnego. A może lepiej dla odmiany w Bieszczady pojechać?

Żółwik nadgonił swoje zaległostki. Zwłaszcza przyczynił się do tego wyjazd nad morze ^_^

  • Potrafi siadać z dodatkową opcją, że jak ma ochotę pooglądać sobie świat z innej strony, to z pozycji siedzącej rzuca się na łapki, potem znów siada w wybranym przez siebie miejscu i wtedy widzi inny kawałek świata. Bardzo przydatna umiejętność, jeśli coś ciekawego dzieje się dokładnie za plecami.
  • Raczkuje całkiem szybko, ale woli jednak pozycje bardziej pionowe.
  • Podnosi się na nogi opierając o przeszkody terenowe. Pierwszą przeszkodą była mama leżąca sobie spokojnie na plaży. Jak widać, mamy się czasem do czegoś przydają.
  • Wędruje wzdłuż ścian łóżeczka i innych przeszkód terenowych. Wędruje również podtrzymywany za łapki. Fajnie mu się nóżki rozłażą na różne strony ^_^
  • Czasem zalicza glębę przy chodzeniu, ale wredni rodzice nie przejmują się tym. Zmuszają biednego Żółwika do wstania i dalszego łazikowania. O, tacy jesteśmy! :D
  • Bierze do ręki drobne przedmioty, czyli chwyt szczypcowy opanowany.
  • Nie rzuca już tak bardzo zabawkami, czyli mu przechodzi ten etap.
  • Trudno go przewrócić z pozycji siedzącej, bo się ładnie wtedy podpiera.
  • Przyciąga do siebie zabawki umieszczone na sznureczku, czyli kojarzenie działa już całkiem dobrze.
  • Nieufny wobec obcych. I tak ma być!
  • Nauczyl się machać rączką na papa, ale to nie zawsze, zależy jak mu się kce ;p
  • Gada jak najęty. Zazwyczaj "tata".
  • Potrafi podać przedmiot, ale nie zawsze chce go dać :D Wygląda to raczej jakby chciał się tym czymś pochwalić.
  • Szuka wskazanej osoby lub zabawki schowanej w jego otoczeniu.

Ze spraw innych, to zębów nadal brak, gluten opanowany, a od niedzieli leci kolejny eksperyment z Bebiko~~

wtorek, 11 sierpnia 2009

Dawno już nie było niczego w kategorii spacerkisów, więc może zbiorczo.

Chustę używamy na drugim etapie, czyli noszenie na biodrze. Bardzo dobrze się sprawdza, bo jest w miarę wygodnie i Żółwik może oglądać świat. Przy czym my nosimy go tak, że nóżki nie wystają z chusty. Jemu pasuje. Dziwnie się patrzą ludzie na niego. Słyszałam już, że jest jak cygańskie dziecko. Tego to jednak nie łapię. Cyganki noszą/nosiły swoje dzieci w takich chustach? No cóż, mnie nikt za cygankę nie weźmie. Minus tego ustawienia chusty jest taki, że Żółwik nie śpi najwygodniej. To znaczy - on zaśnie, nie ma sprawy, tylko trzeba mu łebek trzymać, bo się majta ^_^ Tak czy inaczej Żółwik w chuście wywołuje sensację. Ciekawe jak będzie mu się podobać trzeci etap noszenia.

Z obserwacji okołospacerkowych to zadziwiają mnie rodzice, którzy małym bąbelkom zakładają paputki o_O Jak dla mnie to grube skarpety na chłód wystarczą. Ale tak sobie myślę, że te paputki są po to, żeby przemysł obuwniczy zarobił, a one same przytrzymują skarpetki. Żółwik radośnie zgubił już półtorej pary cienkich skarpetek ^_^ Zdolniacha z niego.

Inna obserwacja polegała na matce, która ciągle wycierała chusteczką buzię bobasa, bo się ślinił. Co to za bobas, który się nie obślinia? o_O Że już nie wspomnę o syzyfowatości czynności wycierania.

A ze zdolności, już niekoniecznie spacerkowych, to Żółwik od jakichś dwóch, trzech tygodni (mnie się nigdy nie spieszy z newsami) rzuca zabaweczkami. Zazwyczaj z krzesełka i zazwyczaj gąbkową kostkę z dzwoneczkiem, żeby sąsiadka na dole nie miała pretenchów o hałas. A kostka nadaje się doskonale, bo w przeciwieństwie do gąbkowej piłeczki z dzwoneczkiem nie turla się tak daleko ;p

środa, 05 sierpnia 2009

Nie wiem, czy to kwestia zatrucia po przeczytaniu książki Stephenie Meyer, czy też nadszedł TEN CZAS, ale swobodnym dryfem, zaczynając od newsa na esensji o trailerze do nowego Janosika poprzez wikipediowanie reżyserki, Agnieszki Holland, szukanie (bez konkretnego powodu) w opisach jej filmów tego, w którym grał Leonardo DiCaprio, czyli Całkowite zaćmienie, po zdziwienie, że Plac Waszyngtona jest jej filmem, a film ten wspominam całkiem w porządku ze wspólnego oglądania z Ellaine (swoją drogą dziwne, że wyleciało mi nazwisko reżyserki z głowy), po zarzucenie okiem na Youtube w celu sprawdzenia, czy to na pewno ten film i po przeczytaniu komentarza, że Jennifer Jason Leigh grająca u Agnieszka Holland bohaterkę Catherine zrobiła z niej „wiejską idiotkę” postanowiłam sięgnąć po sprawdzony romans, czy Rozważną i romantyczną (wciąż zaskakuje mnie, że reżyserem jest Ang Lee), ale nie chciało mi się przebijać przez początek (w między czasie zrobiła się chyba 22:00), a i romantyczność momentami przeraża, chyba powoli wyrastam z tej historii, więc sięgnęłam po jeszcze bardziej klasyczną klasykę, czyli Jane Eyre. Tak, zdaję sobie sprawę z tego, że wyszło bardzo długie zdanie. Zdaję sobie również sprawę z tego, że Rozważna i romantyczna jest książką starszą (1811) od Jane (1847), ale w tym wypadku decyduje data dotarcia do mnie, a Jane była pierwsza. I to w wersji okrojonej, bo poprzedni właściciel książki wyrwał kartki (wandal! wandal!) od momentu nawiązywania się romansu do nieudanego ślubu, czyli najważniejsze z całek książki. Czysta rozpacz.

Zarzuciłam na tubce Jane Eyre, ale wyskoczyło mi coś innego. A to coś innego, to... czteroodcinkowy serial BBC z 2006 roku o_O Szok. Tak dawno nie szukałam niczego o tym tytule, że mi umknął serial.

Zaczęłam go oglądać, a im bardziej go oglądałam, tym bardziej wiedziałam, że muszę go obejrzeć do końca za jednym posiedzeniem, żeby się ładnie wczuć i skorzystać z okazji posiadania w nocy wolnego czasu zazwyczaj przeznaczanego przez rodziców na sen. Zasadniczo można sobie wyliczyć, do której godziny mi to zeszło, i można też sobie wyobrazić jak wyglądałam dnia następnego.

Z filmu jak zwykle wycięto dzieciństwo. To znaczy było, ale było go mało. O Helen Burns można było tylko wnioskować. Jednak w książce ma to więcej rączków i nóżków. Ale nie dziwię, się, że wycięto te fragmenty, bo jednak dla romantycznej duszy ważniejszy jest romans niż nieszczęśliwe dzieciństwo. Ciekawe było natomiast prowadzenie kamery w tymże dzieciństwie, czyli żabia perspektywa. Wydaje się oczywiście mocno przesadzona, ale w sumie bohaterka przeżywała traumę, więc takie odgórne wejrzenie okrutnej ciotki na oddolną dziewczynkę jest zrozumiałe. Aha, sam początek rozwala - dziewczynka siedzi na pustyni i piasek przesypuje się między jej palcami. Fajniusie ^_^

Przyznam, że pan Rochester wydał mi się w tej wersji absolutnie za młody. Niby Toby Stephens ma teraz 40 lat, ale jakoś tak... Dobrze się zakonserwował, czy coś. Trochę jego zachowanie w stosunku do Jane oparte na własności i uległości tejże wydawało mi się nie teges, ale to może ja jakoś poszłam do przodu. Musiałabym przeczytać w całości książkę jeszcze raz, żeby sprawdzić jak to tam było. Ogólnie serial zrobił na mnie pozytywne wrażenie, wydawał się dość wierny pierwowzorowi (pomijając cygankę, rozmowy Jane z St. Johnem) i dobrze mi z tym było. Aha, były też momenty, dokładnie dwa. Z Berthą Mason i potem Rochester vs. Jane. Oczywiście oba nie pojawiają się w oryginale, ale trzeba przyznać, że ten drugi był całkiem na miejscu.

Skończyło się następnego dnia podczytywaniem oryginału i polskiego tłumaczenia ^_^

Oj, daleko Stehenie Meyer do Charlotte Brontë.

wtorek, 04 sierpnia 2009

...okazało się pędzącym pociągiem. Na szczęście uskoczyliśmy pod ściany tunelu i tylko powiew powietrza trochę załopotał ubraniami, zmierzwił misternie ułożone fryzury. Nastąpił powrót do Bebilonu. Zakładam jednak, że ze względu na niezbyt mocne objawy uczulenia, ono samo powoli znika. Czyli będzie można za jakiś miesiąc czy dwa znów spróbować. Natomiast jabłko i marchewkę uznaję za uczulenie minione ;p

Żółwik dostał swoją własną miseczkę dla psa. Ile może korzystać z mojej ;p Jego miseczka ma uszka i jest misiem. Żółwik lubi patrzeć jak pojawia się misiowa twarz na dnie miseczki.

Ciekawi mnie kwestia wagi Żółwika po tym jak od poprzedniej wizyty u lekarza ma unormowane posiłki. Wcina jedzonka robione przez nas i kupowane aż mu się uszy trzęsą. Wcina też chrupki kukurydziane, jeśli się jeszcze załapie, bo rodzice wyjadają. Wczoraj popróbował też wafelków ryżowych, ale trochę mu to zajęło, bo sprawa twardsza jest. Ale chyba też mu się podobało.

W nocy sypia grzecznie w łóżeczku, tylko czasem pomarudzi. Wystarczy go pomiziać po pleckach, dać smoczka, ewentualnie przekręcić z brzuszka na bok. Póki co usypianie w łóżeczku nie wychodzi jeszcze genialnie, ale to pewnie kwestia tego, że Żółwik jest już dużym Żółwikiem i ma swoje przyzwyczajenia.

Poza tym w piątek Żółwik wykazał się inwencją twórczą i podczas swego pierwszego pobytu w pizzerii pochwalił się w obecności nosiwody i syna jego jak to ładnie połyka cały smoczek. Zdolniacha ^_^

[08.08.2009] I zdjęcie dokumentujące ^_^


piątek, 24 lipca 2009
Dla tych, co czytali film i oglądali książkę. Względnie nie planują robić ani jednego ani drugiego.
czwartek, 23 lipca 2009

A właściwie to już reflektor, żeby nie napisać, że mała gwiazda. Wychodzi na to, że Żółwikowi prawdopodobnie minęły wszystkie uczulenia. Marcheweczka jest w porządeczku, jabłka jeszcze nie próbowaliśmy, spróbujemy jutro. Ale najważniejsze jest to, że Bebilonu dostaje już tylko jedną miareczkę, a reszta to Bebiko. I nic ^_^

Fajnie, tak trzymać.

Jak już całkiem przejdziemy na Bebiko, to przyjdzie czas na danie dziecięciu jakiegoś jedzonka z mlekiem, względnie jakiegoś naturalnego jogurtu.

A poza tym całkiem fajnie sprawdzają się trzy posiłki dziennie z dodatkiem owocowej zagryzki. I niekapek powoli się przyzwyczaja do Żółwiczego pragnienia.

Kul~~

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 10
statystyka